Reklama
  • Piątek, 21 marca 2014 (08:00)

    Tyrol

Gdyby zebrać wszystkie marzenia narciarzy i snowboardzistów o najlepszym rejonie do zimowego jeżdżenia, Tyrol miałby szanse co najmniej na podium.

Reklama

W tej niedużej krainie w zachodniej Austrii są i wysokie góry, i fantastyczne trasy, i doskonała infrastruktura. Jest też pyszne jedzenie. A do tego mnóstwo słonecznych dni w jednym z najbliższych od granic Polski narciarskich rajów. No właśnie, tam słonecznych godzin jest więcej niż np. w Rzymie!

Stok aż lśnił

Stok dobrze wyglądał już z kolejki linowej. Szeroki, wygładzony przez ratraki, aż lśnił. Byliśmy jedną z pierwszych ekip jadących rankiem w górę w kierunku Steinplatte, okazałej góry wznoszącej się nad tyrolskim miasteczkiem Waidring.

Leżące u wylotu doliny Pillersee miasto powoli znikało w resztkach mgły. Wagonik uniósł się ponad ścianą lasu, minął pionowe ściany z wiszącymi jęzorami lodu i sunął w kierunku górnej stacji.

Wspaniałe widoki

Puszysty śnieg łagodnie pryskał spod desek. Na szerokim na kilkaset metrów stoku kilku narciarzy ścigało się w slalomie. Niezauważenie dogoniło ich dwóch snowboardzistów, którzy szerokimi zakosami kilka razy przecięli trasę w poprzek, by zaraz z niej wyskoczyć w głęboki śnieg między świerkami.

Oznakowana trasa była coraz bardziej stroma. Deski nabierały prędkości, na szczęście stok się wypłaszczał i pozwalał odpocząć nogom, a oczom napawać się widokami.

Szlaki rozwidlają się i łączą

Po chwili znowu stawał (lekkiego) dęba, co nie pozwalało się rozleniwić. Szlaki rozwidlają się i łączą, wybierać można w setkach wariantów tras łatwiejszych, trudniejszych, bardziej eksponowanych i zacisznych. Jedziemy raz przez las, raz po rozległych górskich halach. Długi, sycący oczy i męczący mięśnie zjazd kończy się przy górskiej gospodzie. Drewniany budynek z szerokim, niezbyt stromym dachem pamięta jeszcze początki XX w. Wewnątrz panuje półmrok. Poczerniałe deski na ścianach, małe okienka, nastrojowe światełka. I te zapachy! Wonie górskiej kuchni.

Tradycyjna kuchnia

Tyrol, a zwłaszcza jego wschodnia część, znana jest z tradycyjnej kuchni. Królują w niej knedle – z szynką albo z warzywami, z owocami albo z serami, ze szpinakiem albo zasmażanymi mięsami.

Wszystko obficie polane stopionym masłem i obsypane skwarkami. Do tego – niemal obowiązkowe – białe, naturalnie mętne, pszeniczne piwo. Gdzieniegdzie przebijają się zapożyczone z włoskiej kuchni pasty i pierożki, ale nikną wśród ciężkich, ale sycących tyrolskich zup z makaronem z cienko krojonych placków.

Kto planuje dłuższy popas, ten może skusić się na sznapsa (ale jednego, bo jeżdżenie „pod wpływem” jest karane), czyli lokalnie produkowaną w przydomowych destylarniach smakową wódkę, nieco słabszą od polskiej, pachnącą owocami gruszy, jabłoni, a bywa że i... ziarnami kawy!

Jeżdżąc na nartach, spalisz kalorie

Do tego lokalne sery, których produkcją szczyci się wielu rolników w dolinie Pillersee. Niemałą kulinarną atrakcją jest też sposób podawania niektórych mięs w tzw. Hutessen – na podgrzewanej stożkowej blasze, na której zawiesza się samemu kawałki smakołyków i podlewa je otaczającym blachę rosołem. Po takim popasie trzeba jeszcze pojeździć. Najlepiej do zmroku albo i później, na oświetlanych stokach. Trzeba przecież spalić tę bombę kaloryczną! Do hoteliku w Weidring wracamy po zmroku mijając rzędy stylowych górskich domów.

Tyrol to tradycja. Kulinarna i architektoniczna. Widać ją w ubiorze i stylu życia. Wzdłuż bogatej w pstrągi rzeki Piller rozgościły się ciche, spokojne i konserwatywne miasteczka wyglądające niczym żywcem wyjęte z XIX-wiecznych książek.

W harmonii z przyrodą

Drewniane ściany, identyczne ciemne dachy, podobnie wycinane zdobienia. Nikomu przez myśl nie przejdzie, by w tym świecie ładu wybudować szklany hotel lub ustawić billboard z reklamą! To zaburzyłoby harmonię, wpłynęłoby negatywnie na odbiór przyrody, a to dla Tyrolczyka jest najważniejsze.

Jedynym ustępstwem na rzecz nowoczesności są narty i wszystko co się wokół nich kręci. Jak czerwone wagoniki jadące na szczyt Steinplatte, Buchensteinwand i Fieberbrunn.

W tym ostatnim rozgrywane są zawody jednej z najmłodszych dyscyplin narciarskich – Freeride World Tour. Narciarze i snowboardziści wynoszeni są helikopterem na szczyt góry, z której pionowymi ścianami i żlebami gnają na czas.

Na szczęście, wszystkie te instalacje narciarskie nie rażą, nie szpecą, nie przeszkadzają. Wręcz zachęcają, by korzystać ze świetnych warunków. Od listopada aż do Wielkanocy!

Marzena Hmielewicz

Ile to kosztuje

Samochodem z Polski przez Czechy i Niemcy, albo samolotem do Monachium (od 400 zł), skąd wiele hoteli dowozi gości do Pillersee busami (1,5 godziny). W pensjonatach i hotelach ceny zaczynają się od 80 euro od osoby za noc. Dolina Pillersee polecana jest szczególnie rodzinom.

Świat & Ludzie
Więcej na temat:Tyrol | stok | szlaki

Zobacz również

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.