Reklama
  • Środa, 19 lutego 2014 (11:05)

    Tatry po słowacku

Pół godziny jazdy samochodem od granicy można natknąć się na prawdziwy narciarski raj.

Kiedy oddawaliśmy ten numer Rewii do drukarni, w Tatrach, tak polskich jak i słowackich, zaczynał padać biały puch i ruszyły armatki śnieżne. Nareszcie, bo tegoroczna zima, przynajmniej na razie, nie dostarczyła narciarzom wielu powodów do radości.

Reklama

Wszyscy, którzy upodobali sobie Tatry, mają do dyspozycji nie tylko znane miejscowości po naszej stronie granicy, ale również po słowackiej. Do najpopularniejszych i najbliżej nas położonych należą Tatrzańska Łomnica, Stary Smokowiec i Szczyrbskie Pleso. Oferują one 24 kilometry dobrze przygotowanych i niezbyt zatłoczonych tras.

Z Polski dojechać tutaj można w pół godziny drogą przez Jurgów. Miejscowości te, to brama do tzw. Wysokich Tatr. Właśnie tutaj w ostatni weekend odbyła się wielka impreza pod hasłem Start do nart z udziałem takich polskich gwiazd, jak Rafał Brzozowski i zespół Blue Café.

Wielką nagrodą dla każdego, kto zdecyduje się na wjechanie na górę, są zapierające dech w piersiach widoki na Łomnicę, czyli drugi co do wielkości szczyt Słowacji i leżący w dolinie Poprad.

Mieszkańcy Polski północnej i centralnej mają w tym roku, wzorem lat ubiegłych, do dyspozycji uruchomione specjalne połączenie lotnicze. Do połowy marca w każdą sobotę kursują samoloty z Gdańska i Warszawy do Popradu. Cena lotu w jedną stronę wynosi od 300 do 500 zł.

Dopełnieniem atrakcji na śniegu może być odpoczynek w ciepłych wodach termalnych w Popradzie.

Zobacz również

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.