Reklama
  • Wtorek, 9 kwietnia 2013 (11:40)

    Nartami przez Bramy Słońca. Alpy Francuskie

Bramy Słońca to kraina rozciągająca się wokół granicy francusko-szwajcarskiej. Skupia dwanaście miejscowości połączonych trasami narciarskimi


Wyjazd na narty w Alpy był moim marzeniem od lat. Zdecydowaliśmy z mężem, że zabierzemy dzieci do francusko – szwajcarskiego regionu Portes du Solei. Nazwa, po polsku Bramy Słońca, pochodzi od pięknych widoków zaśnieżonych stoków skąpanych w promieniach zimowego słońca.

– Mamo, czy to prawda, że tam jest aż 650 km tras zjazdowych? – pytał z niedowierzaniem nasz syn, Tomek. Sama w to nie wierzyłam, ale to prawda. Nam nie udało się przejechać nawet połowy z nich, ale też nie planowaliśmy bicia rekordów.

Reklama

Zatrzymaliśmy się w miejscowości Chatel, położonej po stronie francuskiej. Określana jest przez turystów mianem narciarskiego raju. Pierwszego dnia pobytu, poszliśmy się rozejrzeć po mieście.

Rzuciły nam się w oczy dwu- lub trzypiętrowe domy, ze spiczasto zakończonymi ścianami frontowymi i rzędami balkonów. – Szkoda, że nie mieszkamy w jednym z nich – westchnęłam.

My wynajęliśmy apartament w tańszym, ale też przyjemnym hoteliku. Doszliśmy do centrum. – Mamo, zrób mi zdjęcie – poprosiła córka Marysia, pozując przy wieży zabytkowego kościoła św. Wawrzyńca. W czasie spaceru znaleźliśmy też piekarnię.

– Tak pięknie pachnie, że śniadania i kolacje będziemy robić sobie sami – stwierdził mąż. I następnego ranka poszedł do sklepu po chrupiące bagietki i rogaliki. Po posiłku udaliśmy się na stok i kupiliśmy pięciodniowe karnety.

– Dzisiaj zrobimy sobie tylko małą rozgrzewkę – postanowił mąż. Dlatego jeździliśmy tylko po okolicy, trasami wokół Chatel, aż do pobliskiego Torgon. – Ojej! Ten hotel ma chyba z 10 pięter! – wykrzyknęła, zaróżowiona z wysiłku, Marysia. Hotel górski w Torgon robił wrażenie.

Był wielki jak wieżowiec i zbudowany w stylu drewnianych domków alpejskich tzw. chalets. Jeszcze większe zdziwienie wywołał w nas hotel w Avoriaz. – Przypomina bazę kosmiczną – orzekł Tomek. Nowoczesny hotel znajduje się tuż obok najbardziej stromej trasy zjazdowej na świecie – Le Chavanette. Francuzi nazywają ją także Le Mur, czyli Ściana.

– Nie jesteśmy na tyle dobrymi narciarzami, by się z nią mierzyć. Wracamy. Jutro pojedziemy do największej miejscowości w tej okolicy, Morzine – zaplanował mąż. Miejscowość położona jest w pięknej kotlinie, na styku sześciu dolin alpejskich. – Zjedzmy coś – zaproponowałam. W restauracji skosztowaliśmy regionalnego dania tartiflette. Są to zapiekane ziemniaki, ser, boczek i cebula.

– To jest pyszne – zachwycały się dzieci. – Zrobisz takie w domu? Po obiedzie, z nowymi siłami ruszyliśmy w góry. Ze szczytu Chamossiere, 2002 m n.p.m. podziwialiśmy najwyższy szczyt w Europie, Mont Blanc – 4810, 45 m n.p.m. – On jest trzy razy wyższy, niż ten na którym stoimy! – zawołałam poruszona. Trzeciego dnia wybraliśmy się na stronę szwajcarską Bram Słońca.

Dojechaliśmy trasami narciarskimi do położonej w kotlinie małej wioski Les Crosets. – Zjedźmy stąd kolejką linową do Champery i dalej do Chatel – zaproponowałam zmęczona i tak też zrobiliśmy. Czwartego dnia zaliczyliśmy jedną z narciarskich „karuzel”, czyli tras biegnących po kole. Można je pokonać zgodnie z ruchem wskazówek zegara lub w drugą stronę. Wybraliśmy kolejność Chatel – Avoriaz – Les Crosets – Champussin – Morgins – Chatel.

Skibusem dotarliśmy do Pre la Joux, skąd było bliżej do Avoriaz. Z Avoriaz dojechaliśmy do Les Crosets. Stamtąd przez szczyt Pointe de l’Au, 2152 m n.p.m. zjechaliśmy szeroką nartostradą do Morgins.

– Wokół tylko góry i góry – zachwycała się oczarowana Marysia. Po powrocie do Chatel dzieci były tak zmęczone, że natychmiast usnęły. – Trzeba częściej robić takie trasy – śmiałam się. Ostatniego dnia wybraliśmy się do miejscowości Thonon-les-Bains nad Jeziorem Genewskim.

Miasteczko słynie ze średniowiecznego zamku Rives i wioski rybackiej. Przeszliśmy się pięknym bulwarem, dochodząc do portu jachtowego. Do domu wróciliśmy szczęśliwi. Narciarskie szaleństwa pozwoliły nam aktywnie wypocząć.

Kinga Szulc

Zapamiętaj!

Do Chatel najwygodniej dojechać najpierw autostradą do Karlsruhe. Z Karlsruhe pojechać w kierunku południowym do granicy niemiecko-szwajcarskiej. Dalej auto stradą na Berno.

W Monthey trzeba zjechać z autostrady, kierując się na Morgins. l Cena za tydzień pobytu w apartamencie rodzinnym w styczniu i lutym za osobę, bez wyżywienia, zaczyna się od 60 euro.

Karnet narciarski rodzinny na 6 dni dla czterech osób kosztuje 710 euro.

Regionalnym frykasem jest ser Abondance. Wyrabia się go z mleka krowiego. Za kilogram zapłacimy ok. 25 euro.

Chwila dla Ciebie

Zobacz również

  • Sława tego bałkańskiego kraju jako miejsca letniego plażowania jest bezdyskusyjna. Niewiele jednak osób wie, że Bułgaria może być równie dobrze wspaniałym miejscem na białe szaleństwo. Długie... więcej

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.